Relacja z Dnia Otwartych Domów Przysłupowych. Odcinek 4.

To już czwarta relacja z Dnia Otwartych Domów Przysłupowych. Zapraszamy do „Domu Zegarmistrza”, do Pani Eweliny i domu przy ulicy Słowackiego w Bogatyni

Dziękujemy właścicielom, którzy zgodzili się oprowadzić nas po swoich domach. Było to bardzo ciekawe doświadczenie i jesteśmy niezwykle wdzięczni za taką możliwość.

Pod koniec XV wieku w miejscowości Giebułtów w województwie dolnośląskim powstał istniejący do dnia dzisiejszego dom przysłupowy. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z wyjątkowości regionu, w którym mieszka. Górne Łużyce są krainą domów przysłupowych, a ich największe skupisko jest w oddalonej o 30 km od Zgorzelca Bogatyni.

Od 2005 roku co rok w ostatnią niedzielę maja odbywa się Dzień Otwarty Domów Przysłupowych, podczas którego osoby zainteresowane mogą zwiedzić udostępnione przez właścicieli budynki. Właściciele chętnie oprowadzają gości i zabierają ich w niezapomnianą podróż po tej krainie, opowiadając historię budynku, szczegóły architektoniczne oraz inne ciekawostki związane z tymi nieruchomościami.

Naszą pięcioosobową grupą wybraliśmy się najpierw do „Domu Zegarmistrza” na Alei Żytawskiej w Bogatyni. To niesamowite miejsce swoją nazwę zawdzięcza zakładowi zegarmistrzowskiemu, który znajdował się tu zarówno przed, jak i po II wojnie światowej. Restaurację i pensjonat stanowią dwa budynki powstałe w 1594 i 1688 roku, służyły one jako miejsca pracy oraz jako miejsca zamieszkania. W 2010 roku przez powódź budynki zostały bardzo zniszczone, jednak udało się je odrestaurować i są jednymi z najbardziej zadbanych domów przysłupowych.

Następnym przystankiem był sąsiedni budynek, pełniący rolę hotelu pod nazwą „U Eweliny”. W drzwiach domu przywitała nas właścicielka, która szczegółowo opowiedziała nam o historii miejsca, a podczas oprowadzania zgodziła się udzielić krótkiego wywiadu.

Powstały w 1680 roku dom przed jak i po wojnie zamieszkiwał rzeźnik, od którego w 1997 roku budynek kupiła obecna właścicielka. Dom był w złym stanie, ale zachowała się oryginalna konstrukcja, dlatego żadna cześć nie jest dobudowana. Zapytaliśmy, czy kupno domu było raczej przypadkowe, czy pani interesowała się tym typem budownictwa wcześniej oraz jaki jest jej ulubiony element domu. Okazało się, że zakup był spontaniczny, właścicielka nie interesowała się nigdy wcześniej domami przysłupowymi, jednak gdy weszła do takiego domu to pomimo stanu, w jakim się znajdował zachwyciła się, zwłaszcza urzekły ją oryginalne drzwi frontowe i tylne. Niestety w wyniku powodzi w 2010 roku dom został zniszczony, a frontowych drzwi nie dało się uratować. Nas szczególne zachwyciło sklepienie w jednej z łazienek, które bardzo ładnie wyglądało w połączeniu z białymi ścianami i drewnianymi meblami.

Ostatnim zwiedzanym przez nas miejscem był translokowany po powodzi dom mieszkalny z ulicy Listopadowej na ulicę Słowackiego. Obecny właściciel nabył budynek w 1968 roku dzięki powiązaniom rodzinnym, aktualnie budynek zamieszkuje 3-pokoleniowa rodzina. Jego historia sięga 1680 roku, a pierwsze wzmianki o nim pojawiają się w księgach z 1830 roku. Cała powierzchnia zajmuje 320m2, a w środku znajduje się 46 okien, w tym dwa oryginalne, reszta została zrobiona na ich wzór. Wiele domów przysłupowych charakteryzuje się niskimi sufitami, ten natomiast za zgodą konserwatora został podniesiony. Wystrój domu idealnie oddaje jego klimat, wszystkie meble są wiekowe, ale odnowione. Niektóre dekoracje, takie jak np. przedwojenna lista na zakupy oryginalnie pochodzą z tego domu.

Z tym miejscem wiąże się wzruszająca historia, ponieważ ten budynek został zniszczony przez powódź i był w tragicznym stanie. Jego mieszkańcy musieli się wyprowadzić, jednak właścicielka tak go pokochała, „ze zabrała go ze sobą”. Dlatego dwa lata po powodzi rozpoczęła się trwająca niecały rok translokacja , a cały proces uwieczniony jest w albumie fotograficznym.

Decydując się na odwiedzenie domów przysłupowych żadne z nas nie zdawało sobie sprawy, jak interesujące i pełne historii są to miejsca. Niestety przechodząc ulicami stolicy domów przysłupowych, jaką jest Bogatynia można łatwo zauważyć wiele zniszczonych budynków, które zapewne również kryją za sobą niesamowitą historię oraz ogromny potencjał. Było to niesamowite doświadczenie, do którego przeżycia zachęcamy wszystkich.

Tekst: Zuzanna Adamowska
Zdjęcia: Adrian Pecyna
Grupa projektowa z klasy II F: Zuzanna Adamowska, Zofia Gotthardt, Julia Mesjasz, Aleksandra Mielewczyk, Maciej Binczarowski, Adrian Pecyna