Już od ponad trzydziestu lat młodzież ze Śniadeckich wyrusza w czerwcu na tatrzańskie szlaki. W tym roku był to już 37 lub 38 wyjazd pod Giewont. Zmieniają się opiekunowie, młodzież lecz kierunek pozostaje wciąż ten sam. Ci z Was, którzy byli choć jeden raz, wiedzą dlaczego tak jest. To swoista magia gór, piękno, słowem majestat naszych kochanych Tatr sprawia, że tak chętnie się tam udajemy.
Tuż przed północą z 12 na 13 czerwca młodzież stawiła się w komplecie, wiec wyjazd odbył się planowo. Wyruszyliśmy w składzie 35 uczniów i 4 opiekunów. Od kilku lat utrzymuje się zdecydowana przewaga dziewcząt. Mogłoby się wydawać, że z tego powodu pojawią się jakieś komplikacje, że „piękne” nie podołają trudom. Potwierdziły i tym razem, że nie ustępują chłopakom.
Podróż minęła bezpiecznie i planowo o 7.30 meldujemy się na miejscu. Jak zwykle szybkie przebranie, kawka, herbatka i startujemy. Na pierwszy dzień z reguły wybieraliśmy raczej spokojniejszy szlak by każdy mógł ocenić swoje możliwości. Doświadczenie organizatorów podpowiadało aby iść od razu ostrzej, więc padło na Giewont. Był w dodatku piątek do wakacji dwa tygodnie, więc rysowała się szansa, że na szczyt wejdziemy bez czekania w długich kolejkach. Ruszyliśmy z Kuźnic przez Kalatówki niebieskim szlakiem na Halę Kondratową, gdzie mogliśmy spojrzeć (na jeszcze zamknięte wówczas) na odnowione schronisko i nieco odpocząć. Dalej na Przełęcz Kondracką i stamtąd ostro na „śpiącego rycerza”. Po niespełna 40 minutach meldujemy się przy krzyżu na szczycie, skąd wysłaliśmy serduszka dla śp. pana Tomka Mańkowskiego. Pamięć o Nim towarzyszy nam na każdym kroku. Okazało się, że zejście z Giewontu do łatwych nie należy. Wracamy tym samym szlakiem. Za nami 14 km, ponad 1000 m przewyższenia, czas około 8 godzin.
Drugi dzień – sobota – Pobudka bardzo wcześnie bo już o 4.30. Zaopatrzeni w suchy prowiant startujemy. Przed nami ambitny cel: wejście na Kozi Wierch, najwyższy szczyt, leżący całkowicie na terenie Polski. Bardzo ambitne zamierzenie. Podjeżdżamy do Palenicy Białczańskiej i zaczynamy naszą wędrówkę. Czerwonym szlakiem dochodzimy do Wodogrzmotów Mickiewicza i dalej zielonym Doliną Roztoki dochodzimy do Wielkiej Siklawy – cudownego wodospadu którego wody nawet trzema strugami spadają z wysokości 70 metrów. Doskonałe miejsce na ekstra zdjęcia. Dochodzimy do słynnej „piątki”- najwyżej położonego schroniska w polskiej części Tatr. Żar leje się z nieba. Jesteśmy dość już zmęczeni, więc dzielimy się na grupę szturmową i oczekujących na nią w schronisku. Po ponad dwóch godzinach meldujemy się na szczycie. Cudowne widoki z „koziego” są najlepszą nagrodą dla zdobywców. Jeszcze tylko 1.5 godzinne zejście i jesteśmy w komplecie. Czeka nas długie zejście. Zmęczeni ale szczęśliwi docieramy na bazę. W nogach ponad 25 km i ponad 1500 m przewyższenia, czas 13,5 godziny.
Trzeci dzień – niedziela – prezent od organizatorów bo śpimy dłużej – śniadanie o 8.30. Obiecane, że dzisiaj będzie sofcik. Trzymamy za słowo! W planie Dolina Kościeliska i Hala Stoły 1429m. Kolejny bardzo upalny dzień. Podobno im wyżej to chłodniej, ale trudno w tę prawdę uwierzyć. Kościeliska już od samego wlotu raczy nas cudownymi widokami. Nasz wspaniały przewodnik, który na co dzień jest etatowym ratownikiem TOPR – pan Marcin bombarduje nas kolejny dzień ciekawostkami i anegdotkami. Zdaje się, że tylko sprzedane dowcipy chwytają nas. W połowie doliny odbijamy niebieskim na Stoły. Mało uczęszczany szlak, idąc gęsiego, rozciągnęliśmy się na maxa. Ponad „godzinne schody” nieco nas wymęczyły. Na hali w nagrodę cudowne widoki na Czerwone Wierchy i plażing. Jeszcze tylko zejście na bazę, gdzie czekał na nas smaczny niedzielny obiadek. Przeszliśmy 9 km. Czujemy już, że ciężko nam będzie się rozstać z kochanymi Tatrami. Dzień wyjazdu – po śniadaniu wyjazd do term chochołowskich na zasłużony relaks i regeneracje sił. Powrót do Zakopanego – zakupy pamiątek., o 16.30 wyjazd powrotny.
Powrót z gór jest zawsze trudny, emocje, które nam towarzyszyły nie pozwolą nam zapomnieć wspólnie spędzonych dni. Przechodziliśmy kryzysy mniejsze i większe ale daliśmy radę, choć poprzeczka przez organizatorów podniesiona była bardzo wysoko. Większość z nas była w Tatrach pierwszy raz, ale na pewno nie ostatni. Tatry już czekają na nas w czerwcu 2026 roku.
Pragnę w tym miejscu Wam kochana młodzieży podziękować za wzorową postawę w trakcie wycieczki – jesteśmy z Was bardzo dumni. Bardzo dziękuję opiekunom paniom M. Chmielewskiej, E. Mielewczyk oraz K. Kondratnik za pomoc, troskę aby ten wyjazd był pod każdym względem udany, za to że wspólnie mogliśmy pokazać naszym uczniom kawałek innego, lepszego świata. Zamieszczone zdjęcia, myślę że pozwolą nam przypomnieć ten piękny czas.
Już dzisiaj zapraszam na kolejne czerwcowe Tatry 2026.
Kazimierz Walotka


























